Księga gości

O mnie

Mój Profil




Fav me

Podlinkuj





Archiwum

1. Prolog
2. Żegnaj, mój Aniele




Czytuję

kroki anioła
sztuka kochania
wierna na wieki
feel
game-is-over
Granger

Powiadamiam
sztuka-kochania
megan-connors



Powiadamiam:

sztuka-kochania
megan-connors




Szablon i html
wykonałam Ja
Proszę nie kopiować.!

Zdjęcia pobrane stąd
oraz stąd

Powrót

4. Czyżby to był Pani adorator?

sobota, 1.sierpnia.2009, 21:44

Witajcie!
Cieszę się, że są osoby, które zainteresowały się moim opowiadaniem. W końcu jest nowa notka. Nie jest to coś wybitnego, gdyż akcja rozwinie się dopiero w następnym rozdziale, ale mam nadzieję, że się nie zrazicie, [bo w końcu ileż można czekać na coś ciekawego, nieprawdaż.?] ;) Kolejna notka pojawić się może za 2 tygodnie, przed moim wyjazdem, lub pod koniec wakacji. Ach, tak. Z góry przepraszam, że nie komentowałam innych notek, ale po prostu nie zaglądałam na mylog'a. Jednakże obiecuję, że niedługo nadrobię zaległości.
W takim razie zapraszam do czytania :)


szukam cię w miękkim futrze kota
w kroplach deszczu
w sztachetach
opieram się o dobry płot
i zasnuta słońcem
- mucha w sieci pajęczej -
czekam...*



Kolejny dzień powitał Pannę Granger nieśmiałymi promieniami słońca, tańczącymi na jej powiekach.
Sobota.
Dzień odpoczynku od pracy, oraz zrelaksowania się.
Miona oczywiście nie miała na weekend żadnych interesujących planów, jednakże w to słoneczne południe nie mogła sobie odmówić krótkiego spaceru po parku, oraz zanurzenia się w lekturze na jednej z ławek na świeżym powietrzu.
Zjadła kanapkę, a pijąc herbatę, w drugiej ręce trzymała nowego Proroka Codziennego. Kolejne problemy w Ministerstwie Magii. Kolejne włamanie i kradzież aktów jednego z urzędników. Kolejne pogłoski o planach śmierciożerców. Kolejne kłamstwa, które miały sprawić, by świat czarodziejów czuł się bezpiecznie.
Jedna wielka bzdura.
Dziewczyna ubrała jeansy, kolorową bluzkę, oraz trampki i opuściła swoje znienawidzone, bijące chłodem cztery kąty.
Pomimo wielu spraw, oraz nieustannych myśli na temat pracy, starała się odnaleźć ducha harmonii i spokoju w tutejszym parku. Widząc pojawiającą się zewsząd zieleń, mimowolnie uśmiechnęła się sama do siebie. Mocniej ścisnęła książkę i ruszyła przed siebie widząc nieopodal pustą ławkę. Zastanawiała się nad ostatnimi aktami, które przeczytała. Przecież to nie było normalne, żeby śmierciożercy rozmawiali, bądź znęcali się nad swoimi ofiarami, a dopiero potem ich zabijali. Zazwyczaj było to szybkie i bezbolesne. Co tym razem chcieli osiągnąć? Wyższość poprzez ból?
- Ała – syknęła cicho, kiedy ktoś w ułamku sekundy uderzył ją w ramię. Spojrzała się na tę osobę i to co zobaczyła sprawiło, że przez chwilę jej serce zamarło. Stalowoszare oczy mężczyzny obrzuciły ją krótkim, nienawistnym spojrzeniem. Hermiona ze strachu wstrzymała oddech. Działo się to tak szybko, że nie zauważyła jego twarzy, zanotowała tylko, że osobnik ten był wyższy od niej gdzieś o głowę i mimo umięśnionej sylwetki był szczupły. No i te szare, przepełnione nienawiścią tęczówki. Nic nie mówiąc odwrócił głowę i szybkim krokiem poszedł w tylko mu znanym kierunku.
Ten jeden incydent sprawił, że Miona nie mogła się skupić na książce. Nie była to normalna sytuacja.
Zagryzła wargę i przerzuciła kartkę. Ten mężczyzna spojrzał się na nią, tak jakby ją znał, ale i nienawidził. Czy kiedyś komuś wyrządziła krzywdę?
- Cześć Miona!
Dziewczyna słysząc męski głos przy uchu, prawie podskoczyła, jednak w porę się opanowała. A już myślała, że to ten nieznajomy! Odetchnęła z ulgą widząc przed sobą szeroko uśmiechniętego blondyna.
- Peter? Co ty tu robisz? – Dziewczyna z wrażenia otworzyła szerzej oczy, a na jej twarzy pojawił się duży uśmiech.
- Tak Mała, to ja – zaśmiał się cicho i w ułamku sekundy znalazł się na ławce, tuż obok Hermiony. – Co tu robię? Siedzę z piękną kobietą.
Peter jak zwykle wyglądał nieziemsko przystojnie; teraz kiedy wrócił z Hiszpanii był jeszcze bardziej opalony, jego brązowe oczy tryskały energią i podekscytowaniem, a uśmiech, który nie schodził mu z ust był wprost zniewalający. Jasna koszulka delikatnie opinała jego lekko umięśniony tors, oraz barczyste ramiona, do tego ciemne jeansy. Normalnie najprzystojniejszy mężczyzna, którego znała!
- No, to ja już zauważyłam, ale nie mówiłeś mi, że wracasz – zaczęła, jednak urwała, kiedy blondyn zabrał jej książkę okazując zainteresowanie okładką, na której widniała sylwetka młodej kobiety.
- Romansidło? – Uniósł brwi i spojrzał się na Hermionę.
- Nie. Książka o życiu – mruknęła i chciała zabrać lekturę, jednak chłopak był szybszy. Uniósł książkę wysoko, tak jak zabiera się coś dziecku. Miona zrobiła naburmuszoną minę i kiedy okazało się, że jej ręce nie mogą dosięgnąć lektury, spochmurniała.
- Śliczna, ale Ty jesteś wycieńczona. Co oni Ci robili, kiedy mnie nie było? – Nagle z jego twarzy zniknął uśmiech, za to zmarszczył czoło i przyjrzał się jej uważniej. Miona wyglądała nienajlepiej; miała mocno podkrążone oczy, stała się blada jak ściana i nieco schudła. – Zmizerniałaś… - Mruknął patrząc w jej zgaszone oczy. Jak mógł wcześniej tego nie zauważyć? Nie odzywał się przez kilka miesięcy, podczas których Hermiona dokonywała samodestrukcji!
- Przesadzasz – mruknęła i wykorzystując jego chwilowe zamyślenie, zabrała mu książkę szeroko się przy tym uśmiechając. – Po prostu mam nową pracę i ostatnio bardzo mnie ona pochłania… - Dodała poprawiając kosmyk włosów za ucho i patrząc niepewnie w stronę chłopaka.
Blondyn zmierzwił sobie włosy i lekko drgnął, na dźwięk jej ostatnich słów. Nie pamiętał, kiedy cokolwiek ją pochłaniało… Ostatnimi czasami wszystko robiła z obojętnością, więc takie wyznanie przykuło jego uwagę.
- Nowa praca? Opowiedz mi o niej. – Rozsiadł się wygodniej i spojrzał na Hermionę znacząco. Zapowiadała się długa rozmowa, podczas której szatynka w końcu mogła wyjawić swoje przemyślenia, nie tylko dotyczące nowej posady…

Wolnymi krokami zbliżał się wieczór. Hermiona pożegnała się z Peterem i umówiła na kolejne spotkanie. Nie obyło się bez przyjacielskich rad, w jaki sposób ma o siebie dbać.

Teraz, w chwili obecnej wracała samotnie do domu. Przekonała blondyna, że krótki spacer sam na sam z myślami dobrze jej zrobi. Kroczyła przez małą, kamienną uliczkę. Minęła starszą siwą panią, która zamykała jej ulubioną bibliotekę. Szatynka przystanęła i uśmiechnęła się do kobiety, której okulary niezdarnie opadły na czubek nosa. Staruszka odwzajemniła gest i owinęła się mocniej grubym, wełnianym swetrem, gdyż dzisiejszy wieczór nie należał do tych najcieplejszych. Po niespełna kilku minutach Hermiona weszła do bloku i wyjęła ze spodni klucze do mieszkania. Wolno szła po schodach, zastanawiając się nad dzisiejszym dniem.

Anioł zawsze nas ochrania, jest darem boskim - nie trzeba go wzywać.

Mówiono, że mimo, iż człowiek czuje się samotny, to zawsze jest ktoś, kto nad nim czuwa. Czy w jej przypadku Aniołem Stróżem był Peter? Nie. No jasne, że nie.

Jest strumieniem, polem, błękitem nieba.*

Anioł Stróż nie opuszcza człowieka. Wspiera, pomaga, trwa przy nim tak długo dopóty nie przyjdzie Anioł Śmierci.

Wsadziła klucz do zamka i zamarła, kiedy usłyszała, jak sąsiednie drzwi lekko się uchylają. Dziewczyna drgnęła widząc w nich bladą, pomarszczoną twarz pani Thomson.
- Och, dobry wieczór moje dziecko – uśmiechnęła się życzliwie i otworzyła szerzej drzwi.
- Dzień dobry, pani Thomson – odparła nieco zmieszana szatynka widząc, że nie przez przypadek zawdzięcza z nią spotkanie. – Czy coś się stało? – Dodała po chwili, spoglądając z uwagą w stronę starszej kobiety.
- Nic poważnego, Panno Hermiono, ale… - Zaczęła i w tym momencie w jej szarych oczach pojawiła się iskierka podekscytowania. – ale pewien młodzieniec pytał o panienkę.
Zamarła ponownie.
- O mnie? – Zapytała zaskoczona. Jaki znowu młodzieniec? Nie przypominała sobie, żeby ktokolwiek miał ją odwiedzić, a Harry’ego i Rona pani Thomson znała osobiście. Peter to również nie był, przecież powiedziałby jej o tym! Serce Hermiony niebezpiecznie zabiło.
- Tak, tak. Był dosyć wysoki i szczupły. Blondyn… - zamyśliła się na chwilę. – o jasnej cerze. Pytał, czy pani tu mieszka i kiedy będzie. Był bardzo przystojny – uśmiechnęła się znacząco. – Ale niestety zapomniałam się zapytać o imię. Czyżby to był Pani adorator?
- Skądże znowu! – Dziewczyna machnęła nerwowo ręką, analizując któż to mógł być. Do głowy przyszedł jej tylko jeden mężczyzna, ale myśl ta wydawała się zbyt absurdalna.
- Póki co, nie kojarzę nikogo takiego, ale jeśli owemu znajomemu zależało na spotkaniu ze mną, to zapewne jeszcze się tu pojawi – zapewniła starszą kobietę. – Bardzo dziękuję pani za tę informację. Do widzenia – uśmiechnęła się i otworzyła szybko drzwi, nie chcąc, żeby staruszka obsypała ją lawiną pytań. Kobieta coś powiedziała, jednak Hermiona nie zdążyła usłyszeć, gdyż szybko weszła do mieszkania. Na jej policzkach pojawiły się dwa dorodne rumieńce, kiedy zamykała drzwi. Niemalże wbiegła do swojej sypialni i rzuciła się na łóżko z impetem. Ktoś tutaj był, pytał o nią… Może to jakiś śmierciożerca? Nie, skądże. Przecież nic w tym złego, że rozpatruje ich akta. Chociaż… Może się o tym dowiedzieli i nie przypadło im to do gustu? Zadrżała. Mimo, iż jej serce cicho i bezustannie podpowiadało, któż to mógł być, rozum odrzucał tę możliwość. Może to ktoś z jej dawnej pracy? Nie pożegnała się przecież z nikim. Może ktoś zatęsknił za nią? Problem w tym, że z nikim nie utrzymywałaś bliższych kontaktów; zaśmiało się ironicznie sumienie. Fakt. Rozłożyła ręce w geście bezradności i oparła głowę wygodnie na poduszce. Jej źrenice stały się większe, otworzyła usta. Serce próbowało przecisnąć się przez tłum myśli, które rozum bezskutecznie mnożył, tylko, żeby dziewczyna nie zdała sobie sprawy, kto to mógł być w rzeczywistości. No to może rodzina…? Oczywiście, że nie, głupia! Serce dziewczyny zabiło mocniej i ciepła fala ogarnęła jej ciało.


A co by było, gdyby tym młodzieńcem okazał się…
Draco Malfoy?



*Halina Poświatowska [brak tytułu]
**Paulo Coelho - Pielgrzym
Malin
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


3 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

casiopeja Casiopejamylog.plponiedziałek, 3.sierpnia.2009, 19:33
91.94.242.173

Notka jest moim zdaniem naprawde dobra:)
Życze powodzenia w tworzeniu następnej...mam jednak nadzieję, że wkońcu doprowadzisz do jakiegos dialogu między Hermioną a Malfoy'em

Pozdrawiam i dużo weny życze:)

wierna-na-wieki wierna-na-wiekimylog.plniedziela, 23.sierpnia.2009, 23:01
83.5.229.251

Zapraszam na nowy rozdział.

legilimens legilimens.mylog.plśroda, 2.grudnia.2009, 23:36
95.49.170.150

Kroczą mroczną, ciemną alejką, która ciągnie się wzdłuż budynków, jednego z najbardziej okropnych przed mieści. Nie zbaczając na szczeki i miałki różnych zwierząt, idą równym krokiem. Siedem osób ubranych w peleryny, na twarzy zaś mają maski, w których widać tylko nikłe otwory na oczy. Nie zatrzymując się ani na chwilę, weszli do obdartego, wręcz zawalającego się mieszkania. Mogło wydać się to dziwne, że zamiast obskurnej rudery, pojawiło się całkiem nowoczesne i przestronne pomieszczenie. Z westchnieniem usiedli na kremowych, skórzanych fotelach, tępo wpatrując się w dogasający ogień w kominku.
BUM!
Zdejmując swoje maski, z uśmiechem na twarzy spoglądają na ciebie. Mierzą cię swoim wzrokiem, który nadal jednak pozostaje nieodgadniony, aby po chwili chwycić kolorowe pióra.
To od ciebie zależy jak się zaprezentujesz! Ale weź to pod uwagę, że ta ocena zapadnie ci głęboko w pamięć!
www.oceny-legilimens.blog.onet.pl

Po to jesteśmy!
PS. Jeżeli nie tolerujesz Spamu, serdecznie przepraszamy. Po prostu usuń i zapomnij ;ddd